Ekspert radzi: jak udzielać pierwszej pomocy

Czy wiemy jak się zachować w chwili zagrożenia? 

W razie wypadku, zanim komuś pomożemy, najważniejsze są: trzeźwa ocena sytuacji oraz bezpieczeństwo. Z Rafałem Bryłą prezesem stowarzyszenia "Śmiercioodporni", właścicielem "Moto-Rat Szkoły Jazdy i Ratownictwa Drogowego", ale przede wszystkim wieloletnim ratownikiem medycznym i dyspozytorem rozmawia Dominika Sygiet.



Jak poprawnie udzielić pierwszej pomocy? Na co zwrócić uwagę? Jakie informacje podać zawiadamiając o wypadku służby? - radzi prezes stowarzyszenia Śmiercioodporni, właściciel Moto-Rat Szkoły Jazdy i Ratownictwa Drogowego, ale przede wszystkim wieloletni ratownik medyczny i dyspozytor, Rafał Bryła.

Bardzo często, nawet mamy jakąś wiedzę na temat udzielania pierwszej pomocy, kiedy przychodzi sytuacja nagła, nikt przecież nie planuje wypadku, ta wiedza gdzieś nam umyka albo paraliżuje nas strach. W grę wchodzą najgłębiej zakorzenione instynkty. Ten strach potrafi nas sparaliżować i odbiera nam często trzeźwe myślenie a tu trzeba zachować trochę zimnej krwi.

Na pierwszym miejscu trzeba pamiętać o własnym bezpieczeństwie. Nie wybiegamy na środek ulicy, bo widzimy kogoś potrąconego, i próbujemy go ratować. Nie podbiegamy do osoby która leży na chodniku, bo może się okazać, że spadła z wysokości a za nią spadnie kawałek rusztowania. Nie jesteśmy w stanie na szkoleniach opowiedzieć o wszystkim na co zwrócić uwagę. Musimy ocenić sytuację, rozejrzeć się, zastanowić dlaczego to się stało, dlaczego ten człowiek leży. Może siedzi koło niego jego pies, który zareaguje jak będziemy chcieli do jego pana podejść. Może to być kwestia zatrucia tlenkiem węgla, wchodzimy do mieszkania kogoś bliskiego, nachylamy się nad tą osobą, próbujemy ratować, ale schylając się możemy nieświadomie się zatruć. Przy chęci ratowania kogoś bliskiego działamy w emocjach. Widzimy babcia czy mama leży w łazience, nikt wtedy nie woła ratunku, a chcemy ratować i za chwilę obok tej osoby jesteśmy my.

Dobry i sprawny ratownik, to jest ratownik żywy, a nie też poszkodowany. Jeżeli jest wypadek komunikacyjny, to zabezpieczamy miejsce zdarzenia, zatrzymujemy pojazd, włączamy światła, wystawiamy trójkąt ostrzegawczy. Dobrze by było nosić zawsze przy sobie rękawiczki. Rękawiczka jednorazowa nie jest dla poszkodowanego a dla nas, to jest nasza ochrona. Nie wozimy apteczek w samochodach. W Polsce nie ma wymogu posiadania apteczki w samochodzie, co uważam jest rzeczą zaniedbaną, bo mogłyby być regulacje prawne. Mamy obowiązek posiadania gaśnicy, trójkąta ostrzegawczego, ale apteczki już niestety nie. W niektórych krajach Unii Europejskiej ona jest wymagana. Poza zabezpieczeniem siebie, mamy problem z wezwaniem służb. Na szczęście od jakiegoś czasu możemy zadzwonić na jeden numer 112. Zgłaszając wypadek nie musimy się skupiać na tym co się dzieje. Na początku skupmy się na tym żeby powiedzieć gdzie jesteśmy. Określenie miejsca zdarzenia czasami jest kłopotliwe, na przykład gdy znajdujemy się w rozległym w parku chorzowskim. Na drodze położenie określamy na podstawie słupków kilometrażowych. Ważne jest określenie kierunku w jakim poruszaliśmy się i w jakim zdarzył się wypadek. Częstym błędem jest mówienie: jechałem na Wrocław, tylko nie dodajemy na przykład, że wypadek jest po drugiej stronie. Jeżeli stanie nam się coś przy udzielaniu tej pomocy, jest środek nocy, mały ruch, nikt nie widzi tego zdarzenia, i nagle łączność z operatorem telefonu alarmowego zrywa się, to nikt już nam nie udzieli pomocy wtedy bo kto nas znajdzie. Określenie miejsca zdarzenia to priorytet w zgłaszaniu. Potem operator powinien pomóc, zbierając istotne informacje dla siebie i nam udzielając wskazówek. Powinien pomóc nam rozładować stres, podpowiedzieć co robić. Dyspozytor czy operator będzie chronił tego ratującego. Priorytetem jest ratownik, a osoba poszkodowana dopiero w bezpiecznych warunkach będzie miała udzielaną pomoc. Nakłaniam żeby wypytywać operatora co mam teraz zrobić, czy ja mogę to zrobić? Trzeba pamiętać, że możemy odstąpić od wykonywania czynności ratunkowych jeśli widzimy zagrożenie. Jeżeli widzimy zagrożenie jesteśmy prawnie zwolnieni z odpowiedzialności. Nie możemy nikogo zmuszać żeby wchodził do płonącego samochodu i próbował kogoś wyciągnąć. Taki operator może powiedzieć: proszę się tam nie zbliżać.

Jeżeli komuś udzielamy pomocy, wytyczne mówią że powinno się podejść, ocenić stan, przytomność, czy jest zachowany kontakt, czy jest zachowany oddech, żeby te informacje potem przekazać operatorowi. Tylko czasami możemy podjąć trochę niefortunne działania. Wystarczy, że to będzie pacjent urazowy, na przykład spadł z wysokości i my podchodzimy do niego, bo pamiętamy ze szkolenia, że trzeba najpierw sprawdzić czy jest przytomny, i przewracamy go w pojedynkę, bez zabezpieczenia odcinka szyjnego kręgosłupa czy miednicy. Pacjenta urazowego oceniamy w pozycji zastanej. O  tym też zapomina się mówić, że mamy ten podział na pacjenta z urazem i bez. Ja się tu wypowiadam jako praktyk. Jeżeli stwierdzono, że pacjent jest nieprzytomny, ale oddychający, to natychmiast wszyscy w głowach mają ze szkoleń, żeby położyć go w pozycji bocznej. Niestety ta pozycja czasami może nie być bezpieczna. To jest pozycja zarezerwowana dla pacjentów nieurazowych. Pacjent urazowy nie może być dowolnie i bezkarnie przerzucany z lewą na prawą stronę, bo możemy naprawdę zaszkodzić. Kolejną sprawą, przy wypadku komunikacyjnym, nie mówi się ,że najpierw zabezpieczamy krwotok. U nas pacjenta nieprzytomnego, na szkoleniach, od razu każe się reanimować. Tylko jeżeli my nie zabezpieczymy krwotoku, z uszkodzonej tętnicy bardzo intensywnie zaczyna lecieć krew. Mówiąc w skrócie najpierw tą krew wypompujemy, a potem zaczniemy się zastanawiać dlaczego poszkodowany nie odzyskuje przytomności. Już nie będzie miał szans jej odzyskać, bo tej krwi, czyli nośnika tlenu nie będzie.

Bardzo ubolewam nad tym, że nie ma u nas nacisku na szkolenia. Uważam, że powinno się trochę pozmieniać wszystkie wytyczne do szkoleń. Zmienić je w szkoleniach na prawo jazdy. Wprowadzić takie szkolenia w szkołach żeby dzieci nie bały się zakładać opatrunku, prowadzić resuscytacji. Tym bardziej że resuscytacja, ze względu na COVID-19,  bardzo się uprościła. W tej chwili, możemy oceniać tylko ruchy klatki piersiowej, możemy odstąpić od oddechów zastępczych, nie musimy bać się zachorowań. Tylko o tym trzeba mówić. Nie ma odpowiednich kampanii w telewizji, nie ma prostych, kilkudziesięciosekundowych, spotów. U nas się o tym nie mówi, jakby tego problemu nie było.

Autorzy: Dominika Sygiet, Marlena Barasińska /rs/mf/



Każdemu damy radę to program, w którym specjaliści z różnych dziedzin podpowiadają, jak rozwiązywać problemy związane z przepisami, pracą, domem i rodziną.

Jakie mamy prawa i jakie obowiązki? Jak dbać o zdrowie i bezpieczeństwo najbliższych? Jak rozsądnie wydawać pieniądze i nie dać się oszukać? Jak dbać o samochód, ogródek i domowe zwierzęta?

Proste i przystępne odpowiedzi na te i inne pytania w Polskim Radiu Katowice.

Można także do nas pisać: damyrade@radio.katowice.pl.

Każdemu damy radę - magazyn poradniczy